Wczytywanie Wydarzenia

« Wszystkie Wydarzenia

Stand-up: Filip Brymora – Nowy program – persona non grata

29 maja - godz. 18:00

Jest pewna teoria dotycząca stand-upu. „Stand-up’er pozwala widowni doświadczyć intymnej i spontanicznej rozmowy z szaleńcem.” Coś w tym jest… zapraszam. Każdy z nas jest szalony na swój sposób.

Bilety od 62 zł | Stand-up: Filip Brymora – Nowy program – persona non grata 

Ja np. właśnie w swoim opisie na kupbilecik.pl napisałem słowo szambundinks. W angielskim są dwa słowa na komika – comic and comedian. Comic to ktoś kto obserwuje świat, filtruje go przez jeden z 20 sposobów na napisanie żartu, po czym rozśmiesza ludzi. Żarty takiego komika mógłby opowiedzieć inny komik i miałyby one podobny skutek. Comedian to ktoś kto daje Ci unikalne poczucie, że znasz osobę na scenie.

Że wiesz kim jest. Mówi swój materiał w wyjątkowy sposób i to jak opisuje świat nas otaczający jest naturalnie zabawne. Materiał takiego gościa często nie miałby sensu w wykonaniu innego stand-upera. Co ciekawe, podczas pisania tego opisu na kupbilecik.pl dowiedziałem się, że „shambundings” to rodzaj cegły używany w okresie starożytnym (c. 6500p.n.e.) na terenach obecnej Turcji, przez krótki okres zanim czerwona została wprowadzona w Mezopotamii i okazała się zdecydowanie lepszą cegłą.

Comedian potrzebuje czasu by „znaleźć swój głos”. Z doświadczenia mogę Wam powiedzieć, że jest to fascynujący proces. Przez długą część występu siedzę. To był gamechanger – pozwala mi to mówić do Was tak jakbym mówił do znajomych. Tzn. nie tak, że siedzę i p******ę, żeby nie było! Jestem bardzo dobrze przygotowany, ale jestem sobą. Super to jest, tzn. mi się bardzo podoba, a czy Wam, to zobaczymy po występie, na który serdecznie Was zapraszam. Na moich występach, wspólnie z widownią, śmiejemy się z dwóch rzeczy:

Z absurdu otaczającego nas świata. Tego prawdziwego, nie tego powstałego na skutek zawsze działającego mechanizmu komediowego. I z tego jak komicznie nieudolne bywały moje próby radzenia sobie z owym światem. Oczywiście, nie ma czegoś takiego jak shambundings – ja mówie Szambundinks na syna jak zaczyna świrować. Nie wiem skąd to się wzięło, w sumie. P.S. Nie ma w tym programie prawie w ogóle „rodzicielskiego humoru”. Bardziej pozwalam sobie sam, cały czas, patrzeć na świat z perspektywy dziecka. Dobra już za dużo piszę, papa! Zapraszam!

Miejsce